Wake up!
Dzwonek dzwonił uparcie i przeciągle. Mia starała się ignorować natarczywie brzmiącą melodię, jednak ona nie dawała za wygraną. Podniosła głowę w poszukiwaniu telefonu i nie patrząc na wyświetlacz kliknęła zieloną słuchawkę. Zaspanym głosem powiedziała:
-Nie wiem kim jesteś, ale znajdę cię i zamorduję.
-Mi chyba tego nie zrobisz..-odpowiedziała pewnym tonem.
-Anabell? Ups... Nie wiedziałam, że to ty...
-Nie, no przecież kto patrzy na wyświetlacz, gdy odbiera telefon?-Jej sarkazm był wyczuwalny na kilometr.
-Hahaha...Dobra czego chcesz? Jest siódma, a ty dzwonisz do mnie bez wyraźnego powodu.
-Pojutrze zakończenie szkoły. Gdzie jedziemy na wakacje?
-Ja z tobą? To skończy się albo w szpitalu, albo na komisariacie
- Bardzo zabawne,jeśli wypominasz mi zeszłe wakacje to wcale nie ja wypuściłam te lamy z zoo... A tak na poważnie to jedziemy do Paryża?
-Yyy...Myślałam, że miało być na poważnie.
-Czy ja kiedykolwiek byłam niepoważna?
-Pozwolisz,że nie skomentuję.To co z tym Paryżem?
-Załatw bilety na jutro, na około czternastą, a ja zajmę się resztą.
-TY zajmiesz się resztą? Nie wierzę ci.
-Ty też taka święta nie jesteś. Pogadamy w szkole.W końcu, od czegoś musi być ta matma, no nie?
-Myślałam,że od rzucania zaklęć na nauczycieli.
-Nie denerwuj mnie. Dobrze wiesz, że znam wiele zaklęć i nawet tobie mogę zrobić krzywdę.
-Jasne...
-Ja kończę, a ty ubieraj się, bo za niecałą godzinę mamy pierwszą lekcję. Pa.
-Pa.
W co ona się wpakowała? Przecież z własnych doświadczeń wiedziała, że ich wspólne wakacje skończą się katastrofą.
Wstała z łóżka i podeszła do szafy. Ubrała białą sukienkę w granatowe kropki i ciemnoniebieskie balerinki. Uczesała swoje długie, blond włosy i delikatnie się umalowała. Zeszła do kuchni i zjadła jakieś śniadanie, po czym wróciła na górę, by się spakować.
***
Anabell co dzień rano jechała do szkoły na rowerze słuchając muzyki i oczywiście nie obeszło się bez kilku przekleństw na kierowców, którzy jej zdaniem za wszelką cenę próbowali pozbawić ja życia. Gdy była już pod szkołą oczywiście było już po dzwonku na pierwszą lekcję, rzuciła rower pod płotem z myślą, że jeśli ktoś go ukradnie to zostanie potrącony przez pierwszego lepszego kierowcę. Zawsze uważała, że na tym rowerze spoczywa klątwa. Wbiegła do budynku z nadzieją, że nauczyciel również spóźnił się na lekcje. Z impetem otworzyła drzwi i szeroko uśmiechnęła się do swojego koszmaru-pana od historii.
-Dzień dobry, straszne korki były.
-Korki to przydały by się tobie i to z niejednego przedmiotu.
Spojrzała na niego z wyrzutem i cicho wypowiedziała jedno ze swoich zaklęć.
"Może któregoś dnia zadziała, warto próbować"
Ruszyła wolno w stronę ostatnich ławek. Gdy dotarła na swoje miejsce powoli rozejrzała się po klasie w poszukiwaniu Mii. Niestety, dziewczyny nie było w klasie. Powoli usiadła w ławce i patrząc na zegarek czekała na koniec lekcji. Lepiej żeby przyjaciółka miała dobrą wymówkę, co do swojej nieobecności. Anabell poprawiła swojego nienagannie uczesanego koczka i powoli zaczęła przepisywać temat z tablicy. Spojrzała przez okno i ujrzała duże, białe pióro, które nieustannie unosiło się i opadało. Przez chwilę miała wrażenie, że widzi zarys ludzkiej sylwetki w tym miejscu, jednak gdy tylko mrugnęła znów jej oczom ukazało się tylko piórko. Poczuła się jak w hipnozie, nie mogła oderwać od niego oczu. Z otępienia wyrwał ją dopiero dzwonek na przerwę. Wrzuciła książki do plecaka i ruszyła do drzwi, chciała zadzwonić do Mii, lecz ujrzała ją przed salą do matematyki.
"Może któregoś dnia zadziała, warto próbować"
Ruszyła wolno w stronę ostatnich ławek. Gdy dotarła na swoje miejsce powoli rozejrzała się po klasie w poszukiwaniu Mii. Niestety, dziewczyny nie było w klasie. Powoli usiadła w ławce i patrząc na zegarek czekała na koniec lekcji. Lepiej żeby przyjaciółka miała dobrą wymówkę, co do swojej nieobecności. Anabell poprawiła swojego nienagannie uczesanego koczka i powoli zaczęła przepisywać temat z tablicy. Spojrzała przez okno i ujrzała duże, białe pióro, które nieustannie unosiło się i opadało. Przez chwilę miała wrażenie, że widzi zarys ludzkiej sylwetki w tym miejscu, jednak gdy tylko mrugnęła znów jej oczom ukazało się tylko piórko. Poczuła się jak w hipnozie, nie mogła oderwać od niego oczu. Z otępienia wyrwał ją dopiero dzwonek na przerwę. Wrzuciła książki do plecaka i ruszyła do drzwi, chciała zadzwonić do Mii, lecz ujrzała ją przed salą do matematyki.
-Czemu cię nie było?
-Pojechałam na lotnisko rezerwować bilety, bo internet mi siadł.
-A co mnie to obchodzi? Powinnaś tu być!
-Czyli wdzięczność w twoim stylu. Chcesz lecieć do tego Paryża?
-No jasne!
-To się zamknij i ciesz się, że przynajmniej na matematykę przyszłam, nie wiesz ile mnie to kosztowało. A tak swoją drogą, nie boisz się, że ktoś ukradnie ci ten rower?
-Ciąży na nim klątwa...Nawet jeśli ktoś go zabierze, on do mnie wróci.
-Zaczynam się zastanawiać czy nie powinnam się ciebie bać. Od taka zwykła rozmowa, a ty nagle wyjeżdżasz z jakimiś klątwami.
-Odejdź okropna kobieto.-Anabell demonstracyjnie przewróciła oczami.
-Ja, okropna?
-Dobra, chodź, ustawmy się przyzwoicie w parach pod salą.
-Po co? Przecież jest jeszcze czas.-Mia spojrzała na przyjaciółkę z lekkim zaskoczeniem- Chcesz się przed dzwonkiem ustawić pod salą?
-Nie chce nic mówić, ale chyba zauważyłaś, że nasze szkolne korytarze trochę opustoszały,co powinno ci nasunąć myśl, że chyba jednak już czas na lekcje, co powinien ci potwierdzić fakt, iż nasz ulubiony nauczyciel matematyki zmierza korytarzem w naszą stronę.
-Bardzo rozbudowana wypowiedź i ani razu nie mówiłaś nic o klątwach.- Roześmiała się głośno, po czym wstała i ruszyła do klasy za Anabell. Obie wiedziały, że całą tą lekcję jak zwykle spędzą rozmawiając, śmiejąc się i jedząc. W zasadzie tak wyglądały każde ich zajęcia z tym nauczycielem. Weszły do klasy i usiadły w ostatniej ławce. Matematyk odsunął krzesło głośno szurając swoimi dość nietypowymi butami. Powili usiadł i otworzył dziennik.
-Nasze ostatnie wspólne zajęcia, jak się z tym czujecie?- Uśmiechnął się w swój dość nietypowy sposób, nigdy nie można było zgadnąć czy uśmiecha się szczerze czy jest to raczej wymuszony grymas.
-Okropnie.-odpowiedział ktoś z klasy
-Na dzisiejszej lekcji zajmiemy się powtórzeniem wiadomości o równaniach algebraicznych.
Nauczyciel wstał, zdecydowanym ruchem wziął do ręki kredę i zaczął pisać niezrozumiałe dla Anabell działania.
Przepisując je zaczęła rozmowę:
-O której mamy wylot?
-11:49
-A zakończenie roku?
-Wydaje mi się, że widziałam jak na jakiejś kartce powieszonej na drzwiach wejściowych było napisane, że o 9:30.
-Hmm.....ono potrwa z półtorej godziny co daje nam...-tu zrobiła dłuższą przerwę, aby spróbować policzyć to w pamięci
-49 minut? Nigdy nie byłaś dobra z matmy...
-Dobra,dobra, załatwiłam nam już miejsca w hotelu,ale przed nami w tym pokoju ktoś jest, więc dopiero około 15 będziemy mogły do niego wejść.
-To dlatego mówiłaś,żeby bilety były na czternastą?
-Tak, jak wiesz,doba hotelowa kończy się dopiero o 12 i gdyby lot był później, to nie musiałybyśmy czekać.
-Też chciałam zarezerwować jakiś inny, ale nie było miejsc w tym o 13:30.
-Ale przynajmniej w ogóle je mamy. Wynajęłam nam też samochód, żebyśmy nie musiały tłuc się po Paryżu taksówkami lub na piechotę.
-Okey...zdajesz sobie sprawę, że matematyk się na nas gapi?
-Nie...
-Anabell ,Mio, proszę się uspokoić
-Dobrze, już nie będziemy.
-No mam nadzieję.
Przez resztę lekcji siedziały względnie cicho, z tęsknotą parząc na zegarek.Gdy wreszcie zadzwonił dzwonek, uradowane wybiegły z klasy, planując co spakują, w co się ubiorą na lot, jaki jest Paryż na prawdę.Po ostatnim dzwonku, wszyscy z radością wybiegli z klasy, krzycząc "nareszcie".
Anabell wolnym krokiem podeszła do płotu,wzięła swój nieszczęsny rower i pojechała do domu.
***
Kluczyk z trudem wylądował w stacyjce.Strach zawsze robił z Mią to co mu się podobało. Kompletnie nie wiedziała jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień. Jasne-ekscytacja przewyższała doznaniem strach, lecz wciąż nie mogła pozbyć się myśli, że pakuje się w coś z czego nie będzie odwrotu.
"Jasne.Dlaczego ty musisz mieć te swoje przemyślenia w momencie, gdy prowadzisz samochód zdecydowanie przekraczając prędkość, stwarzając takie zagrożenie dla innych?"
Podjeżdżając na podjazd dalej była pełna obaw, ale coraz bardziej oddalały się od niej. Przekraczając próg już w ogóle jej nie towarzyszyły. W kuchni wyciągnęła z lodówki przygotowany wcześniej obiad. Zjadła go w pośpiechu, po czym wrzuciła talerz do zlewu i pobiegła po schodach do swojego pokoju, żeby się spakować. Starała się wybierać jak najmniej rzeczy, bo nie miała najmniejszej ochoty płacić astronomicznej sumy na lotnisku za nadbagaż.
No proszę- nawet nie wie, gdzie się zatrzymają.No bo przecież Anabell nigdy nie można ufać w stu procentach. Nawet jako najlepszej przyjaciółce,z którą spędziło się właściwie całe życie.
Zanim się obejrzała była już spakowana, a za oknem słońce już dawno zaszło. Wykończona monotonną czynnością poszła wziąć prysznic, układając sobie w głowie plan następnego dnia.Gdy zakręciła kurki spostrzegła,że minęła już godzina. Szybko wytarła mokre włosy i przebrała się w długą, biało-różową koszulę. Wykończona padła na łóżko i w mgnieniu oka zasnęła.
Rano obudził ją promień słońca przebijający się przez niedosunięte rolety.
"Nigdy więcej. Muszę pamiętać by zawsze je zasuwać do końca..."
Do zakończenia zostało jej niewiele czasu. Ubrała granatową sukienkę i beżowe sandałki. Wyciągnęła walizkę spod łóżka i biorąc mocny zamach zrzuciła ja ze schodów.
"Nie, nie będę tego tachać."
Zjadła kanapkę, wypiła szklankę wody i poszła do łazienki, gdzie szybko się umyła, umalowała i uczesała.Wyszła z domu, zamykając go na klucz, włożyła walizkę do bagażnika i pojechała do szkoły.
***
"Jasne, jak zwykle zaspałam!Brawo,idiotko!"
Skarciła się w myślach Anabell, gdy spojrzała na zegarek.Najszybciej jak potrafiła przygotowała się do wyjścia. Niosąc przygotowaną wcześniej walizkę błagała, żeby tylko się nie spóźnić. Wrzucając torbę na tylne siedzenie taksówki, wysapała kierunek jazdy kierowcy i wyczerpana tym całym pośpiechem w końcu miała czas by odetchnąć. Gdy przy szkole wyciągała bagaż, jednocześnie płacąc za kurs taksówkarzowi, zobaczyła, że uroczystość już się rozpoczęła.
"Niech to szlag!"
Z takim oto okrzykiem wbiegła do budynku, zostawiając wcześniej walizkę w otwartym jeszcze gabinecie higienistki. Zdecydowanym pchnięciem otworzyła drzwi i klnąc pod nosem na ludzi(w tym wszystkich nauczycieli)gapiących się na nią,poszła na miejsce, gdzie ustawiona była jej klasa.
-An, gdzie byłaś?-zapytała zdenerwowana Mia
-W domu,zaspałam.
-Brawo.
Dalej już uroczystość płynęła wartko i sprawnie. Po wręczeniu świadectw, dziewczyny ruszyły po torbę zostawioną w gabinecie i zapakowały ją obok walizki Mii w bagażniku jej samochodu. Wsiadając,An zadała przyjaciółce ostanie pytanie.
-Gotowa?
-Jak nigdy.
Rikka&Melly
-Okropnie.-odpowiedział ktoś z klasy
-Na dzisiejszej lekcji zajmiemy się powtórzeniem wiadomości o równaniach algebraicznych.
Nauczyciel wstał, zdecydowanym ruchem wziął do ręki kredę i zaczął pisać niezrozumiałe dla Anabell działania.
Przepisując je zaczęła rozmowę:
-O której mamy wylot?
-11:49
-A zakończenie roku?
-Wydaje mi się, że widziałam jak na jakiejś kartce powieszonej na drzwiach wejściowych było napisane, że o 9:30.
-Hmm.....ono potrwa z półtorej godziny co daje nam...-tu zrobiła dłuższą przerwę, aby spróbować policzyć to w pamięci
-49 minut? Nigdy nie byłaś dobra z matmy...
-Dobra,dobra, załatwiłam nam już miejsca w hotelu,ale przed nami w tym pokoju ktoś jest, więc dopiero około 15 będziemy mogły do niego wejść.
-To dlatego mówiłaś,żeby bilety były na czternastą?
-Tak, jak wiesz,doba hotelowa kończy się dopiero o 12 i gdyby lot był później, to nie musiałybyśmy czekać.
-Też chciałam zarezerwować jakiś inny, ale nie było miejsc w tym o 13:30.
-Ale przynajmniej w ogóle je mamy. Wynajęłam nam też samochód, żebyśmy nie musiały tłuc się po Paryżu taksówkami lub na piechotę.
-Okey...zdajesz sobie sprawę, że matematyk się na nas gapi?
-Nie...
-Anabell ,Mio, proszę się uspokoić
-Dobrze, już nie będziemy.
-No mam nadzieję.
Przez resztę lekcji siedziały względnie cicho, z tęsknotą parząc na zegarek.Gdy wreszcie zadzwonił dzwonek, uradowane wybiegły z klasy, planując co spakują, w co się ubiorą na lot, jaki jest Paryż na prawdę.Po ostatnim dzwonku, wszyscy z radością wybiegli z klasy, krzycząc "nareszcie".
Anabell wolnym krokiem podeszła do płotu,wzięła swój nieszczęsny rower i pojechała do domu.
***
Kluczyk z trudem wylądował w stacyjce.Strach zawsze robił z Mią to co mu się podobało. Kompletnie nie wiedziała jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień. Jasne-ekscytacja przewyższała doznaniem strach, lecz wciąż nie mogła pozbyć się myśli, że pakuje się w coś z czego nie będzie odwrotu.
"Jasne.Dlaczego ty musisz mieć te swoje przemyślenia w momencie, gdy prowadzisz samochód zdecydowanie przekraczając prędkość, stwarzając takie zagrożenie dla innych?"
Podjeżdżając na podjazd dalej była pełna obaw, ale coraz bardziej oddalały się od niej. Przekraczając próg już w ogóle jej nie towarzyszyły. W kuchni wyciągnęła z lodówki przygotowany wcześniej obiad. Zjadła go w pośpiechu, po czym wrzuciła talerz do zlewu i pobiegła po schodach do swojego pokoju, żeby się spakować. Starała się wybierać jak najmniej rzeczy, bo nie miała najmniejszej ochoty płacić astronomicznej sumy na lotnisku za nadbagaż.
No proszę- nawet nie wie, gdzie się zatrzymają.No bo przecież Anabell nigdy nie można ufać w stu procentach. Nawet jako najlepszej przyjaciółce,z którą spędziło się właściwie całe życie.
Zanim się obejrzała była już spakowana, a za oknem słońce już dawno zaszło. Wykończona monotonną czynnością poszła wziąć prysznic, układając sobie w głowie plan następnego dnia.Gdy zakręciła kurki spostrzegła,że minęła już godzina. Szybko wytarła mokre włosy i przebrała się w długą, biało-różową koszulę. Wykończona padła na łóżko i w mgnieniu oka zasnęła.
Rano obudził ją promień słońca przebijający się przez niedosunięte rolety.
"Nigdy więcej. Muszę pamiętać by zawsze je zasuwać do końca..."
Do zakończenia zostało jej niewiele czasu. Ubrała granatową sukienkę i beżowe sandałki. Wyciągnęła walizkę spod łóżka i biorąc mocny zamach zrzuciła ja ze schodów.
"Nie, nie będę tego tachać."
Zjadła kanapkę, wypiła szklankę wody i poszła do łazienki, gdzie szybko się umyła, umalowała i uczesała.Wyszła z domu, zamykając go na klucz, włożyła walizkę do bagażnika i pojechała do szkoły.
***
"Jasne, jak zwykle zaspałam!Brawo,idiotko!"
Skarciła się w myślach Anabell, gdy spojrzała na zegarek.Najszybciej jak potrafiła przygotowała się do wyjścia. Niosąc przygotowaną wcześniej walizkę błagała, żeby tylko się nie spóźnić. Wrzucając torbę na tylne siedzenie taksówki, wysapała kierunek jazdy kierowcy i wyczerpana tym całym pośpiechem w końcu miała czas by odetchnąć. Gdy przy szkole wyciągała bagaż, jednocześnie płacąc za kurs taksówkarzowi, zobaczyła, że uroczystość już się rozpoczęła.
"Niech to szlag!"
Z takim oto okrzykiem wbiegła do budynku, zostawiając wcześniej walizkę w otwartym jeszcze gabinecie higienistki. Zdecydowanym pchnięciem otworzyła drzwi i klnąc pod nosem na ludzi(w tym wszystkich nauczycieli)gapiących się na nią,poszła na miejsce, gdzie ustawiona była jej klasa.
-An, gdzie byłaś?-zapytała zdenerwowana Mia
-W domu,zaspałam.
-Brawo.
Dalej już uroczystość płynęła wartko i sprawnie. Po wręczeniu świadectw, dziewczyny ruszyły po torbę zostawioną w gabinecie i zapakowały ją obok walizki Mii w bagażniku jej samochodu. Wsiadając,An zadała przyjaciółce ostanie pytanie.
-Gotowa?
-Jak nigdy.
Rikka&Melly
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz